Antalya – raj na ziemi

Antalya położona jest na południowym krańcu Turcji, nad Morzem Śródziemnym. Jest to niesamowite miasto, z pięknymi klifami, dobrze zachowanym starym miastem i plażami, wszystko to sprawia, że sami Turcy nazywają to miasto rajem na ziemi, i wiecie co, ja się w ogóle temu nie dziwie. Antalya jest piękna, zachody słońca tutaj są najpiękniejsze jakie widziałem w swoim życiu.

Antalye zamieszkuje oficjalnie niecałe 1.2 mln ludzi, jednak są to tylko oficjalne dane, nieoficjalnie mówi się, że mieszkańców może być nawet 3 miliony. Dlaczego tak się dzieje? Antalya jest bardzo popularnym i tłumnie odwiedzanym przez turystów miejscem i pracy w turystyce jest naprawdę sporo. W 2018 roku Antalye odwiedziło aż 11.27 mln turystów, co znaczy, że uplasowała się na dziesiątym miejscu najczęściej odwiedzanych miast na świecie. Najliczniejszą grupą turystów jaką można spotkać w Antalyi są Rosjanie, ale nie tylko, często odwiedzają to miejsce również turysci z Kazachstanu, Uzbekistanu czy Azejberdżanu, nie wspominając oczywiście o licznie przybywających tu turystach z Europy. Jednak obywatele krajów w których głownym językiem jest rosyjski nie muszą posiadać wizy by znaleźć się Turcji, dlatego tak tłumnie odwiedzają Antalye by spędzić tutaj wakacje.

Klimat

Antalya jest dobrym miejscem na spędzenie wakacji właściwie o każdej porze roku, można więc powiedzieć, że sezon wakacyjny trwa tutaj cały rok. Choć szczególnie w grudniu, czy styczniu bywa dosyć deszczowo, to jednak wciąż temperatura utrzymuje się na poziomie powyżej 10 stopni Celsjusza. Najlepiej jednak przybyć do Antalyi w kwietniu lub wrześniu, temperatura wtedy wynosi tutaj ok. 25 stopni. Warto uważać na sierpień, sami Turcy mówią, że wtedy Antalya bywa nieznośna, ludzie wręcz mówią, że „roztapiają się”, a temperatury mogą wynosić nawet do 40 stopni Celsjusza.

Antalya – Atrakcje

Antalya została założona w 150 r.p.n.e. przez króla Pergamonu (państwo hellenistyczne) Attalosa II. Po jego śmierci, Attalosa III w 133 r. p.n.e. miasto przypadło Rzymianom, po upadku cesarstwa rzymskiego na zachodzie, miasto należało do Bizancjum gdzie mocno się rozwijało. Przez jakiś czas również miasto zajmowali Włosi, dopiero w 1423 Sułtan Murad II ostatecznie włączył miasto do Turcji Osmańskiej. Warto o tym pamiętać przechadzając się chociażby po starym mieście- Kaleici.

Kaleiçi– czyli stare miasto

Do czasów współczesnych prawie całe miasto było zamknięte w jego murach. Architektura znajdująca się w starym mieście posiada wpływy rzymskie, bizantyjskie, seldżuckie, osmańskie i współczesnej republiki tureckiej.

Schody w dzielnicy Kaleiçi prowadzące do mariny.
Jedna z wąskich uliczek w dzielnicy Kaleiçi

Do Kaleiçi nie ma wjazdu dla samochodów, a i też stosunkowo rzadko można spotkać tu wszędobylskie w Turcji i głośne skutery, co sprawia, że ta część miasta jest naprawdę cicha i spokojna. Nie ukrywajmy Turcja jest głośnym krajem, jednak w Kaleiçi można poczuć się zupełnie jak nie w Turcji. Wąskie uliczki, stylowe butikowe hoteliki i piękny widok na Morze sprawia, że to miejsce jest piękne i magiczne. Oczywiście jeśli zmęczymy się spacerem w upalny dzień, można całkiem tanio bo za 16 lira (duży kubek) zakupić sok ze świeżo wyciskanych owoców, jest pyszny i gasi pragnienie. (Mój ulubiony to bananowo- granatowy- spróujcie :).

Marina- zabytkowy port

Marina w starym mieście Kaleiçi

To tutaj przychodzą ludzie by usiąść i popatrzeć na Morze Śródziemne, zjeść świeżą rybę, skosztować słonecznika (który dzięki swojej popularności tutaj, można kupić wszędzie, nawet nie wchodząc do sklepu, z dużym prawdopodobieństwem uliczny sprzedawca z dużym workiem słonecznika sam podejdzie do Ciebie), czy zobaczyć zachód słońca, który jak wspominałem tutaj przy porcie jest przepiękny. Oczywiście w mieście również znajduje się plaża wraz z rozwiniętą infrastrukturą (parki, restauracje, kurorty hotelowe), jednak żeby się do niej dostać, trzeba przejść (lub przejechać) ok. 7 km, dlatego ludzie tłumnie przybywają na Marine która przylega do starego miasta, by odpoczać po zwiedzaniu starówki, napić się soku lub zimnego piwa. Turcja jest krajem gdzie teoretycznie nie można pić w miejscu publicznym, jednak policja zupełnie nie zwraca na to uwagi jeśli ktoś pije w takim miejscu. Ludzie również to robią, więc nie obawiajcie się napić piwa w waszym ulubionym plenerze w Turcji, nie dostaniecie za to mandatu.

Widok na klif z jednego z punktów widokowych w starym mieście. W tle ośnieżone góry Taurus.
Tutaj akurat kosztuje pyszą mrożoną kawę z pięknym widokiem na Morze.

Z portu polecam również skorzystać z rejsów turystycznych, gdzie na ich pokładzie głośno gra muzyka i można również skorzystać z usług fotografa, który za niewielką opłatą zrobi Wam zdjęcie, oprawi je w ramkę i pod koniec rejsu można takie zdjęcie zakupić.

Ja na dziobie statku zmierzającego w kierunku wodospadów Düden.

Rejsów jest kilka do wyboru. W zależności od tego jak daleko chcemy płynąć i ile czasu na to chcemy poświęcić. Ja zakupiłem najtańszy rejs- 45 minutowy, za jak dobrze pamiętam 50 zł. Zależało mi na tym, żeby zobaczyć pobliskie wodospady Düden- które malowniczo spływają z klifu wprost do Morza Śródziemnego. Najdłuższy rejs trwał 3 godziny i płynął dalej wzdłuż linii brzegowej Antalyi.

Jeden z wodospadów spływający do Morza Śródziemnego.

Park Karaalioğlu

Tuż niedaleko mariny idąć na prawo, wychodząc do góry na stare miasto warto przejść się parkiem Karaalioğlu. Jako że w Antalyi pogoda zawsze dopisuje albo prawie zawsze, to nie ma nic cudowniejszego niż zacieniony kiluziesięciometrowymi palmami z afryki park. Tak pomimo tego, że znajdujemy się w Antalyi, to palmy są afrykańskie. Gdzieniegdzie można natknąć się na piękny taras widokowy na morze, marine i przymorskie klify. Jeśli pójdziemy troche dalej, to natkniemy się na ogromny trawiasty plac, gdzie możemy rozścielić swoje koce i najzwyczajniej w świecie biwakować.

Piękny widok z tarasu widokowego w parku Karaalioğlu
Posąg dłoni w parku Karaalioğlu
Deptak i jedna z afrykańskich palm w parku Karaalioğlu. To na pewno nie jest najwyższa, ale wierzcie mi spotkałem wyższe.

Brama Hadriana

Czyli chyba najbardziej charakterystyczny punkt na mapie miasta. Oddziela stare miasto od nowego, cisze od wszędobylskich skuterów, klaksonów i tłumów ludzi na ulicach. Łuk Triumfalny czyli brama Hadriana została zbudowana 130 r.n.e. na cześć rzymskiego cesarza Hadriana, który odwiedził to miasto właśnie w tym roku. Robi wrażenie, jednak gdy się jest w Turcji już trzeci miesiąc, to takie dobrze zachowane zabytki nie robią już na człowieku ogromnego wrażenia. Co przywodzi mi zwnowu na myśl, że do Turcji po prostu trzeba pojechać, chyba że ktoś preferuje nowoczesne metropolie jak np. Berlin.

Plaża- Konyaaltı Beach

Mi swoim kształtem banana pzypomina tą najpopularniejszą chyba na świecie brazylijską Copacabane.

Plaża Konyaalti jest , tak jak już wspominałem oddalona od starego miasta o ok. 7 km. Ja sobie robiłem weekendowe spacerki, żeby na nią dojść, ale dla osób bardziej wygodnych z miasta jeżdzą liczne autobusy w tą stronę i również niedrogo można dojechać tu taksówką. Wybrzeże ciągnie się na kilka kilometrów. Zaraz przy plaży ciągną się również liczne stylowe kawiarnie, puby, restauracje. To tutaj również znajdują się liczne resorty wypoczynkowe. Turcy chcący oddzielić się od turystów często przebywają na początku plaży, przed licznymi hotelami, więc tutaj można spotkać turków licznie przybywających na plaże, z przyjaciółmi i całymi rodzinami. Często posiadają swoje krzesła,czy parasole. Park przylegający do plaży jest bardzo nowoczesny, są osobne ścieżki na rowery, liczne wypożyczalnie, gdzie można wypożyczyć alektryczne motory, skutery czy rowery. Można również doładować telefon, dzięki licznym stacjom, gdzie wykorzystuje się odnawialne źródła energii.

Trasa piesza w parku przy plaży Konyaalti.
Stacja do ładowania telefonów wykorzystująca energię słoneczną.
Co jakiś czas w parku można spotkać takie romantyczne zejścia na plaże.
Occzywiście w połowie grudnia i w czasie drugiej falii zachorowań na Covid, ludzi na plaży nie było zbyt dużo, ale tylko się cieszyć, prawie cała plaża moja 😀 Temperatura- ponad 20 stopni.

Przejazd gondolą – Tünektepe Teleferik Tesisleri

Czyli warto wjechać na góre Tünek Tepe, kóra wznosi się na 618 m.n.p.m. Na szczycie góry znajduje się obrotowa restauracja i klub nocny. Przy wejściu powitała nas gadająca papuga, z którą również można (za drobną opłatą zrobić sobie zdjęcie). Przejazd gondolą jak dobrze pamiętam kosztuje ok. 15 zł, na stacje można dostać się autobusami które licznie kursują pomiędzy stacją gondoli, a centrum. Tutaj trzeba pytać się najlepiej kierowcy lub lokalnych mieszkańców, który autobus jedzie na stacje gondoli, gdyż niestety w Antalyi nie działa opcja wyznaczania transportu przez google maps. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale nie działa, więc od razu każdy turysta rzucony jest na głęboką wodę jeśli chodzi o transport publiczny, albo zdany jest na taksówki, które są znacznie droższe. My dotarliśmy na stację gondoli pieszo, zatrzymując się na śniadanie w jednej z przybrzeżnych restauracji. Wracaliśmy już autobusem do centrum miasta.

Po drodze na Tünek Tepe zatrzymaliśmy się na jednym z tarasów widokowych przy restauracji zjeść śniadanie. w dobie pandemii kelner musiał specjalnie dla nas dostawiać stół, za to cały teras był nasz.
Turcy wciąż na ulicach mają wiele budek telefonicznych. Szczególnie w Antalyi, lubią je pomysłowo dekorować :).
Widok z góry Tünek Tepe niesamowity. Wdok 360 stopni.

Jedzenie

Oczywiście jedzenie tutaj wymienione możemy spotkać w całej Turcji, nie tylko Antalyi, w związku z tym, że wpis o Stambule zajął mi nieco więcej miejsca z uwagi na jednak większą wartość turystyczną tego miejsca, to postanowiłem, że napisze troszeczkę o jedzeniu tutaj. Dlaczego troszeczkę? ano dlatego, że jestem osobą, która lubi sprawdzone dania, typu pizza, hamburgery, frytki czy spaghetti. Jestem dosyć wrażliwy jeśli chodzi o nowe smaki i nie lubie za bardzo w kuchni eksperymentować. Jednak Turcja posiada pewne specjały którymi chętnie sam się zajadałem.

Menemen- moje ulubione danie śniadaniowe.

Menemen zamówiłem pierwszy raz z przypadku. Chciałem zamówić standardowo omlety (jaja na śniadanie jem prawie codziennie, wiem jestem nudziarzem), ale palec przy kelnerze powędrował mi troszeczkę wyżej, nie wiem dlaczego, ale podjąłem decyzje o zjedzeniu czegoś innego, na menu całkiem ładnie to wyglądało. Był to oczywiście Menemen, od tamtej pory już było tylko to. Warto próbować nowych rzeczy w jedzeniu, przyznaję się bez bicia. Menemen to tradycyjne danie tureckie które obejmuje jajka, pomidory, zieloną paprykę i przyprawy, takie jak mielona czarna i czerwona papryka. Najbardziej lubię podawany na cebulce, choć nie zawsze cebule zawiera. Można kupić Menemen podstawowy (temel) jak i z dodatkami czyli z mięsem. Ja zawsze wybierałem ten podstawowy który smakował mi najbardziej. Koszt to ok. 8 zł.

Menemen podawany ze świeżutkim chlebem. Palce lizać.

Baklava- bez spróbowania nie wyjeżdzaj z Turcji.

Nie sposób nie wspomnieć o Baklavie i idąc za wikipedią: deser rozpowszechniony w kuchni tureckiej, azerbejdżańskiej, perskiej, greckiej, bułgarskiej i innych bałkańskich. Klasyczną baklawę przygotowuje się z ciasta listkowego – zwanego niekiedy korą lub ciastem filo – przełożonego warstwami pokrojonych orzechów z cukrem lub miodem. Ogólnie, chyba najbardziej popularny deser w Turcji. Ciężko nie natchnąc się na sklep z Baklavą, szczególnie w Stambule, gdzie owe sklepy są pięknie oświetlone i znajdują się w nich różne łakocie, choć baklava króluje, podawana w różnych smakach, z różnymi dodatkami. Choć w Antalyi pomimo tego, że każdy sprzedawca się chwali, że baklave posiada to ciężko jest ją dostać, czyżby turyści wszystko tak szybko wykupywali?

Tulumba- bardziej słodko i tłusto się nie da.

Tulumba jest naprawde słodka i tłusta, ale palce lizać.

Jest to rodzaj deseru, szczególnie popularnego w Turcji i w kuchni krajów zamieszkałych przez mniejszość turecką. Tulumba wykonana jest ze smażonego ciasta, natychmiast po smażeniu zanurzanego w syropie słodowym. Serwowana na zimno. Tłuste, ale bardzo dobre. Nie polecam osobom z cukrzycą. Kupić można też właściwie wszędzie, szczególnie na małych straganach.

Pierogi- prawie jak ruskie.

Dumplinks with potato

Tak, w Turcji można kupić pierogi. Nie są to pierogi ruskie, ale coś na ich kształt. Ze specyficzną turecką, a bardziej arabską przyprawą, bez cebulki ale jedząc je czułem się jakbym był w rodzimym kraju. Znalazłem tylko jedno takie miejsce w Turcji gdzie można było zjeść pierogi i była to restauracja na głównej ulicy w Stambule- Istiklal. Niestety nie potrafie sobie przypomnieć nazwy. Szukajcie restauracji z zielonym logo.

Kebab z jogurtem

Kebabów, jak się nie trudno domyśleć, w Turcji jest naprawde dużo. Właściwie, co pare metrów, można spotkać budkę z kebabem. Jest to dobre danie, pożywne i naprawdę smakuje dobrze. W Antalyi pierwszy raz jadłem kebab popijając jogurtem (był w cenie kebaba), i smakuje całkiem nieźlke, polecam. Jak wiadomo, albo i nie, w Turcji jada się jogurt ze wszystkim i do wszystkiego. Idąc do sklepu spożywczego ma się przed sobą całą półkę z różnego rodzajami jogurtów. Raz się naciąłem, bo chciałem kupić jogurt owocowy, a kupiłem 1 kilogram zwykłego jogurtu, który wcale mi nie smakował.

A jedząc na zewnątrz, czasem…

…można spodziewać się towarzystwa, ale naprawde można do tego przywyknąć. Zwierzęta te nie są nachalne, tylko grzecznie zawsze czekają, kiedy zdecydujecie się im podarować kawałek swojego jedzenia 🙂

Psy wraz z kotami czekają kiedy dostaną jedzenie
No czasem są troszeczkę nachalne te zwierzęta, szczególnie jeśli przez długi czas się je ignoruje 🙂

Podsumowując

Antalya, w związku z tym, że posiada piękne plaże i kurorty, jest dobrym miejscem na wypoczynek z dziećmi. Ilość atrakcji znajdująca się w samym mieście jak i na jego obrzeżach czy poza nim, jak góry Taurus, Starożytne miasto Termessos, jedna z najstarszych jaskiń którą zamieszkiwali ludzie (Karain Cave) park przyrody Kurşunlu, sprawia, że nawet aktywni turyści będą mieli tutaj co robić. Myślę, że wyjazd na tydzień do Antalyi jest dobrym czasem, chyba że ktoś bardzo lubi rozpływać się w słońcu na plaży, to wtedy można jechać na dłużej. Antalya to bardzo nowoczesne miasto, z wysoko rozwiniętą infrastrukturą turystyczną i usługami. Można wypożyczyć, rower, auto, skuter, hulajnoge czy nawet trójkołowiec. Oczywiście nie wszędzie się zapłaci kartą, ale bankomatów również jest całkiem sporo na mieście. Nie słyszałem o przestępczości w tym mieście, nie raz przechadzałem się wieczorami lub nawet w nocy i nie czułem zagrożenia, chyba że mówimy o bezpańskich psach, przed którymi zawsze mam pewne obawy.

Polecam bardzo odwiedzić tą magiczną kraine 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: