Rumunia w tydzień- samochodem

Rumunie wybrałem sobie na wakacje, to był tydzień wolnego, wolny od pracy. Dlaczego Rumunia? A dlatego że nigdy tam nie byłem, a chęć odznaczenia kolejnego kraju na aplikacji skratch (aplikacja do zaznaczania państw które się odwiedziło) korciła niemiłosiernie i piękne góry, które tutaj występują i których ostatecznie poprzez złą pogodę nie odwiedziłem (no cóż, bywa). Zawsze jest jakaś ekscytacja, kiedy odwiedza się jakieś miejsca po raz pierwszy. Nie mówię, że nie mam ekscytacji odwiedzając miejsca w których już byłem o czym pisałem tutaj. Jednak zawsze ta ekscytacja jest inna, żeby nie powiedzieć większa. Ja jestem z tych osób, których przybywając do nowego kraju uczą się podstawowych słówek typu dzień dobry, do widzenia i dziękuje, zawsze mam z tego duży fun.

Plusy i minusy jazdy samochodem

Pierwszy raz wybrałem się w południową Europę samochodem. Moim niedawno zakupionym minivanem To była pierwsza tak daleka, samotna podróż, którą całkowicie musiałem pokonać sam. Było łatwiej niż mi się wydawało, ani razu nie zgubiłem drogi i też nie miałem ani jednej groźnej sytuacji na drodze (nie taki wilk straszny jak go malują). Pisząc te słowa przebywam w Bułgarii gdzie dostałem mandat za zaparkowanie samochodu w miejscu niedozwolonym (50 leva), niedużo, ale jednak. Łatwo więc przeszedłem do minusów, w miejscach turystycznych, czy dużych miastach jak Bukareszt, łatwo o stłuczkę, czy ciężko o parking w miejscu bezpłatnym, ja akurat miałem szczęście bo mój hostel oferował jakiś bezpłatny miejski, prawda też taka, że nie było to ścisłe centrum, dlatego mi się udało. Koszty, to kolejna rzecz, którą trzeba zaliczyć do minusów jazdy samochodem. Do tej pory byłem mistrzem w znajdowaniu tanich lotów, i tak leciałem za 50 zł do Barcelony z Krakowa (koszt jazdy samochodem wyniósłby mnie ok. 1000 zł). Do Malagi z Barcelony leciałem za 60 zł, samochodem to ok. 450 zł. Znaczna różnica prawda? Czas, to kolejna rzecz na plus samolotu. Analogicznie, Kraków – Barcelona lekko ponad 3 godziny, samochodem wg. googla 23 godziny. Z reguły i tak wychodzi więcej, bo jednak po drodze, szczególnie jeśli jesteś jedynym kierowcą – musisz odpoczywać. Często stacje benzynowe są przeludnione i tak np. na jednej stacji na Węgrzech w drodze do Rumunii spędziłem godzinę, bo była duża kolejka. Na granicy poza Schengen też trzeba postać, czas rośnie.

Przejdźmy do plusów, mając minivana nie musisz bać się o nocleg, w sytuacjach awaryjnych albo zaplanowanych, można całkiem wygodnie się w nim przespać i to za darmo (chyba że płaci się 50 leva za złe parkowanie jak ja w Burgas). Można wziąć więcej rzeczy ze sobą i jest to względnie wygodne. Zdarzyło mi się podróżować z dużym bagażem rejestrowanym (nie polecam potem taszczenia go wszędzie ze sobą), zwykle jednak podróżowałem z plecakiem podręcznym- 30 litrów, no ale za to miałem ze sobą minimum z minimum. Plus na rzecz auta. I tak mam ze sobą buty trekkingowe w góry, kurtkę, płaszcz (w opcji plecak 30 litrów musiałbym wybrać albo jedno albo drugie), gitarę, rakietę tenisową, namiot etc. uwierzcie mi do minivana zmieści się wszystko i jeszcze więcej :D. Kolejny plus to niezależność od komunikacji miejskiej, mam ochotę zostać chwilę dłużej na plaży to zostaje, mam ochotę pojechać na oddalony o 30 km od mojego aktualnego pobytu klif to jadę.

Uwierzcie mi, że minivan dużo jest w stanie pomieścić 🙂
Odpoczywam na stacji benzynowej na Węgrzech, na której ze względu nakolejkę do tankowania spędziłem godzinę.

Samochód daje dużą niezależność i mimo wszystko większą swobodę, oceńcie sami, którym środkiem transportu wy wolicie się poruszać. Dla każdego sprawdza się coś innego. Myślę, że nie bez znaczenia jest cel podróży i jej długość. Jeśli ktoś jedzie na dłużej i w celu eksploracji najbliższego terenu, to może warto wybrać samochód, jeśli jedziemy np. do kurortu złote piaski na tydzień, to nie warto się męczyć i zdecydowanie lepiej jest wybrać samolot.

Timisoara- Europejska stolica kultury 2023

Pierwszym przystankiem na mojej drodze, nie bez powodu była Timisoara. Nie bez powodu, bo znajduje się tuż przy granicy z Węgrami, a więc jako, że nie jestem raczej długodystansowym kierowcą, to jak najbardziej mi pasowało to miasto. Tym bardziej, że w przewodniku wyczytałem, że w 2021 będzie to europejska stolica kultury, jednak się okazało, że w związku z pandemią koronawirusa przełożono ją właśnie na rok 2023. Jednak od „lokalsów” dowiedziałem się, że bardziej chodzi o to, by poprawić elewacje budynków do tego roku , które są naprawdę w bardzo opłakanym stanie, moim okiem, grożą zawaleniem. Timisoara liczy 319 tysięcy mieszkańców i jest jednym z większych miast Rumunii. Ośrodek handlowy, gospodarczy (w związku z bliskością Węgier) i naukowy. Tak więc rumuni zjeżdżają tutaj do pracy, na studia czy studenckie praktyki.

Jeden z budynków w Timisoarze

Atrakcje

Timisoara, jest miastem, niestety musze powiedzieć bardzo zaniedbanym. Jak wspominałem wyżej, wiele budynków po prostu się sypie. Nie wygląda to dobrze, jednak samo ścisłe centrum jest całkiem ładne i odnowione.

Stary Ratusz

Stary Ratusz

W samym rynku znajduje się pięknie odrestaurowany stary ratusz, zaprojektowany w 1734 roku przez włoskiego architekta Pietra Bonza. Jest to najstarszy budynek w Timisoarze, wzniesiony na fundamentach łaźni tureckiej, zniszczonej w czasie wojny z Turkami.

Plac zjednoczenia

Pierwszy raz chyba widziałem, żeby rynek był trawiasty. Ale tak tam jest, wiele restauracji przy okazji i fajna atmosfera. Na zdjęciu widać kolumne Trójcy Świętej, wzniesionej w końcu XVIII wieku w podzięce za zakończenie dżumy. Na dalszym planie, niestety restaurowana i zasłonięta katedra serbsko-prawoslawna i rzymskokatolicka z XVIII wieku.

Sobór Trzech Świętych Hierarchów

Sobór Trzech Świętych Hierarchów

Idąc aleją od placu zjednoczenia dochodzimy do tej pięknej prawosławnej katedry z XX wieku. Sobór posiada 11 wież, z czego najwyższa mierzy 96 metrów.

Wnętrze Soboru Trzech Świętych Hierarchów

Na miasto warto sobie zostawić jeden dzień albo nawet pół, bardziej tak jak ja traktując jako przystanek w dalszej podróży po kraju Drakuli.

Jeden z deptaków w Timisoarze w starym mieście
Timisoara- starówka.

Bukareszt

Widok z balkonu parlamentu.

Po dwóch dniach spędzonych w Timisoarze, gdzie troszeczkę odpoczywałem po podróży, nadszedł czas na stolicę Rumunii. W planach był treking górski w parku narodowym Retezat, jednak w związku z burzami i deszczami w tym okresie postanowiłem posuwać się w strone wybrzeża, gdzie pogoda była bardziej stabilna i co najważniejsze słoneczna. Bukareszt przede wszystkim zaskoczył mnie tym, że nie ma w nim rynku. Jego starówka to ulice po których przechadzają się ludzie, bogate w wiele restauracji z różnych stron świata, bardzo często z muzyką na żywo, co tworzy niepowtarzalny klimat tego miejsca. Bukareszt jako dwumilionowa metropolia jest fatalnym miejscem do prowadzenia samochodu, będąc w Bukareszcie przez trzy dni widziałem na własne oczy 2 tłuczki. Miasto jest też bardzo głośne, jednak dla równowagi posiada również dużo parków, gdzie rumuni bardzo chętnie spędzają czas.

Atrakcje

Bukareszt jest miastem bardzo imprezowym, co też mnie bardzo zaskoczyło, nie spodziewałem się takiego imprezowego rozmachu. Imprezy trwają do godzin rannych, i nie ma znaczenia czy jest początek, środek tygodnia, czy weekend. Ale Bukareszt to nie tylko imprezy, ma on do zaoferowania kilka miejsc, które warto odwiedzić.

Pałac Parlamentu

Pałac Parlamentu nocą

Pałac o powierzchni 450 000 m2 wybudowany przez dyktatora Ceaușescu, to po Pentagonie drugi co do wielkości budynek świata. Stworzony przez 700 architektów i budowany przez 20 tysięcy pracowników. Budowę pałacu rozpoczęto w 1983 roku, a zakończono w 1997. Sam dyktator nigdy nie ujrzał dzieła, ktore zapoczątkował, został bowiem stracony w 1989 roku wraz ze swoją żoną podczas rewolucji. W jego wnętrzu znajduje się ponad 3 tysiące pokoi, 60 korytarzy i 64 pokoi reprezentacjnych.

Wnętrze sali spotkań z okrągłym stołem.
Jedna z sal reprezenacyjnych

Żyrandole we wnętrzu pałacu ważą po kilka ton. Wszystkie materiały we wnętrzu, z których pałac został zbudowany pałac pochodzą z Rumunii. To była jedna z wizji i założeń dyktatora. Po to aby pałac mógł stanąć oddano do rozbiórki 7 km2 starego miasta. Przesiedlono w związku z tym 40 tysięcy ludzi. Warto pójsć tam i zobaczyć pałac na żywo. Nie jest możliwe zwiedzanie samemu, wejscie tylko z przewodnikiem, kóry jest bardzo zabawny i przekazuje dużo ciekawych informacji. Wcześniej trzeba się zapisać na konkretną pore, w związku z tym, że liczebność grup jest ograniczona. Koszt ok. 40 lei.

Zabytkowy pasaż handlowy w dzielnicy Lipskiej

Wnętrze pasażu

Dzielnica Lipska to najstarsza dzielnica handlowa Bukaresztu, znajduje sie tu dużo sklepików, kawiarni i pracownie. To tutaj można znaleźć zabytkowy pasaż. Jest to cooltowe miejsce w Bukareszcie gdzie spotykają się ludzie. Palą szisze, która jest bardzo popularna w Rumunii, piją piwo i jedzą. Wiele restauracji tutaj oferuje również muzykę na żywo.

Jedna z rzeźb w dzielnicy Lipskiej
Jedna z ulic w dzielnicy Lipskiej

Dzielnica Lipska, jest również o czym wspiminałem wcześniej bardzo imprezowa. Od godziny około 16, z barów i dyskotek głośno rozbrzmiewa muzyka zapraszając swoim brzmieniem ludzi do wspólnej zabawy.

Ogrody Cișmigiu

To prawdopodobnie najpopularniejszy park w Bukareszcie, gdzie ludzie chętnie spędzają czas uciekając od ulicznego zgiełku. Najpopularniejszy jest prawdopodobnie dlatego, że znajduje się w samym centrum Bukaresztu , a na jego terenie znajdują się pięknie przyzdobione kwiaty i jeziora. W ogrodzie znajdują się dwa jeziora, gdzie można wypożyczyć łódź i sobie popływać. Znajdują się tu rónież liczne budki wraz z ogdródkami, gdzie można spokojnie napić się piwa lub coś zjeść. W niektórych można nawet płacić kartą.

Park Herăstrău

Park Herăstrău to park który znajduje sie w bogatej dzielnicy na północy Bukareztu, zamieszkiwany jest przez wysokopozycjonowanych urzędników państwowych i biznesmenów. Widać to po domach, które mają piękny architektoniczny styl. W parku znajduje się również wielkie jezioro, skąd można podziwiać piękne zachody słońca. W parku można spotkać również wielu biegaczy i rowerzystów. Tuż przy parku znjduje się również, łuk triumfalny, do złudzenia przypominający ten znajdujący się w Paryżu. Mierzy on 26 metrów i powstał ku czci żołnierzy walczących w I wojnie światowej. W bliskiej odległości parku, przy jego południowej stronie znajduje się rónież, willa byłego dyktatora Nicolae Ceaușescu. Teraz jest to muzeum, które można odwiedzać wraz z przewodnikiem. Niestety ja przegapiłem tą atrakcje, ale z tego co słyszałem, warto się tam wybrać.

Zachód słońca nad jeziorem Herăstrău
Łuk trumfalny łudząco przypominający ten z Paryża.

Dalej na wschód- Konstanca

Konstanca to małe, około 300 tysięczne miato nad morzem czarnym. Pisząc to za przewodnikiem, sam nie wierze, że aż tylu ludzi może tu mieszkać. Jest to miasto naprawde spokojne, gdzie niewiele się dzieje, a już około 20 niekstóre restauracje są zamykane i mówie tutaj o weekendzie. Może Covid narobił swoje. Cisza i spokój tutaj akurat mi bardzo odpowiadał, Konstanca to takie małe kameralne miasteczko, chociaż jest największym portowym miastem Rumunii. Dowiedziałem się od jednej rumunki, że tutaj kiedyś pracowała jako kelnerka, znana dzisiaj wokalistka Inna.

Atrakcje

Kasyno

Wizytówką miasta jest Kasyno. Na moje nieszczęście, w czasie kiedy ja tam byłem, było zasłonięte przez rusztowania. Stoi przy portowej promenadzie. Budowla jest z XX wieku, zbudowana w stylu francuskiego neobaroku. Budynek od lat jest zamknięty.

Meczet Karola I

Widok z meczetu Karola

Zbudowany w 1910 roku meczet, również robi klimat miasta. Koniecznie trzeba wejść na minarent, który mierzy 50 metrów (140 schodów). Można z niego zobaczyć świetny widok na morze czarne, jak równiez panoramę miasta.

Plaja Modern

Bardzo nowoczesna jak sama nazwa mówi plaża, zajmuje 10 hektarów. Znajduje się w centrum miasta, na zachód od portu. Wieczorem rozbrzmiewa tutaj bardzo głośno muzyka elektroniczna, z bardzo głębokim basem, jeśli ma się ochotę odpocząć, to proponuje zajmować miejsce tuż przy porcie, wówczas jest troche ciszej.

Vama Veche

O Vama Veche dużo słyszałem, jest to wieś oddalona od Konstanci około 50 km w kierunku Bugarii. Rumuni bardzo ją uwielbiają i nie tylko rumuni. Rejestracji samochodowych z różnych rejonów świata tutaj sporo. Mówi się, że jest to wioska hipisów, z muzyką na żywo, ale częściej bardzo głośną muzyką elektroniczną z głębokim basem. Mi się średnio podobało, spędziłem tam może ze dwie godziny. Głośna do przesady muzyka działała mi na nerwy plus ledwo znalazłem miejce żeby się położyć na plaży. Jednak jako miejsce do imprezy jak najbardziej dobre.

Podsumowując

Rumunia to ładny kraj, który na pewno warto odwiedzić. To kraj o niezwykle zatłoczonej i głośnej stolicy. Kraj jakby nie było walących się budynków i min na autostradach. Po jednej dziurze w którą wjechałem do teraz coś mi w aucie dzwoni i nie mam pojecia co to jest, tutaj chciałbym pozdrowić swojego mechanika Olka, Olku może Ty to rozgryziesz. Ale drogi nie są znowu tak tragiczne jak się o nich mówi, ten mit o samych dziurach w Rumunii zdecydowanie trzeba obalić. Na pewno lepsze są drogi w Rumunii niż w Bułgarii, ale o tym w dalszych wpisach (aktualnie przebywam w Sofii). Rumunia to też kraj głośnej muzyki na plażach, która mocno dudni basem, jak również to kraj gdzie w wielu miejscach w centrum i przy plaży można zaparkować bezpłatnie auto. I w końcu to kraj mocno rozwijający się, szczególnie pod kątem młodych programistów (Rumunia przyduje w ich ilości w Europie).

Mam nadzieję, że zachęciłem do odwiedzenia tego kraju Drakuli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: