Stambuł- miasto kolorów i różnorodności

Do Stambułu przyjechałem autobusem z Warny, dlatego też nie podzielę się tipami jak się do niego dostać z Polski. Turcja, a w szczególności Stambuł już od jakiegoś czasu pozostawał na mojej liście priorytetów podróżniczych. Może dlatego, że kolega, który stamtąd wrócił, bardzo zachwycał się tym miastem. Może dlatego, że to muzułmański kraj i pachniało trochę egzotyką. Jednak aż do tej pory nie zdarzyło mi się odwiedzić tego jakże kolorowego miasta. Dodam, że loty z Polski, nie są tanie, ok. 1000 zł poza sezonem i ok. 700 zł w sezonie w obie strony (chyba że trafi się na jakieś promocje, więcej o tym, gdzie szukać promocji znajdziecie tutaj: https://www.danielwpodrozy.pl/index.php/2020/02/02/podroze-skad-brac-na-nie-pieniadze/

Dla mnie był to dosyć duży koszt, tym bardziej że tanie linie lotnicze jak Wizzair czy Rayanair oferowały (i nadal oferują) przeloty w dwie strony już za ok. 200 zł w takie destynacje jak Neapol (Neapol i okolice), Bułgaria (Bułgarskie wybrzeże- Burgas i Varna) czy nawet za niewiele drożej Cypr (Cypr – wyspa pięknych plaż). Dodać należy, że dopiero od 2 marca 2020 roku polscy obywatele są zwolnieni z obowiązku wizowego, czyli mogą bez zbędnych formalności przyjechać do Turcji na okres 90 dni. Wcześniej koszt takiej wizy wynosił 35 Dolarów (130 zł), co wiązało się z dodatkowym kosztem przyjazdu tutaj. Oczywiście obowiązkowe jest posiadanie paszportu ważnego co najmniej na pół roku do przodu.

Na granicy bułgarsko-tureckiej spędziłem godzine jak nie więcej. Kontrole są dosyć szczegółowe a co za tym idzie czasochłonne.

Stambuł – serce Turcji

Miasto to jest nieoficjalną stolicą Turcji, niektórzy nawet mylą Stambuł z Ankarą (która jest oficjalną stolicą). Od zawsze Ankara była stolicą Turcji, w związku ze swoim bezpieczniejszym położeniem. Ankara położona jest w głąb kraju, gdzie trudniej było dotrzeć wrogowi podczas wojny. Jednak to w Stambule znajdują się oddziały wszystkich zagranicznych firm. To tutaj ludzie z innych miast szukają pracy, bo jest jej tu dużo. Mówi się, że Stambuł jest sercem Turcji. Jako jedyne miasto na świecie, leży na dwóch kontynentach- Europy i Azji.

Stambuł powierzchniowo jest dwa razy większy od Moskwy. Zamieszkuje go oficjalnie (szara strefa, która przyjeżdża tutaj do pracy może liczyć nawet kilka milionów) 15.5 mln mieszkańców. Powierzchnia naprawdę robi wrażenie, czasem, żeby dostać się z jednego miejsca do drugiego, trzeba poświecić ok. 3 godzin jazdy komunikacją miejską. Czasem zdarza się, że ludzie, zmieniając prace, są zmuszeni przeprowadzić się w obrębie samego Stambułu. Nie muszę dodawać, że miasto jest mega zakorkowane.

Do Stambułu ściągają liczni turyści. Według oficjalnych statystyk w 2018 roku to miasto odwiedziło 12.8 mln turystów, czyniąc go ósmym najczęściej odwiedzanym miastem na świecie.

Po przybyciu na miejsce warto wziąć ze stacji mapę metra (są bezpłatne) i mieć ją ze sobą. Stambuł jest rewelacyjnie skomunikowany, występują tam tramwaje, promy, autobusy i pociąg, który przejeżdża pod cieśniną Bosfor, zwany Marmaray łącząc dwie części miasta (europejską i azjatycką). Komunikacją miejską dojedzie się tutaj właściwie wszędzie. Warto również kupić kartę biletową, by w łatwy sposób podróżować komunikacją miejską. Karta taka kosztuje 6 lira (niecałe 3 zł) i można ją po prostu w łatwy sposób w automacie doładowywać, jeśli skończą się nam na niej środki. Koszt jednego przejazdu (nie ma znaczenia jakim rodzajem transportu) to 7 lira.

Zjazd 9 pięter w dół, by przejechać pod cieśniną Bosfor. Metrem zwanym Marmaray.
Wnętrze promu. By przebyć cieśninę Bosfor i dostać się do atrakcyjnej (po stronie azjatyckiej) dzielnicy Kadıköy wystarczy 20 minut.
Pierwsze wyjście na miasto. Pomimo zachwytu Stambułem, po całonocnej podróży autobusem z Warny, byłem potwornie zmęczony i pomimo próby uśmiechania się do obiektywu, nie byłem w stanie tego zrobić.

Atrakcje

Jak wspomniałem wyżej, Stambuł to bardzo atrakcyjne turystycznie miasto, atrakcji i zwiedzania jest sporo, poniżej przegląd tego co udało mi się w Stambule zobaczyć.

Gülhane Park

Chyba trafiłem na jakieś święto narodowe, choć turcy wieszają flagi swojego kraju bardzo ochoczo w wielu miejscach, oknach domów, witrynach sklepowych, wieżach, statkach, deptakach etc.

Najstarszy i najdroższy park w całym Stambule. Jest właściwie ogrodem Topkapi Pałac (niżej). Znajduje się w nim 18.5-metrowa marmurowa kolumna, datowana na trzeci lub czwarty wiek upamiętniająca zwycięstwo cesarstwa rzymskiego nad Gotami. Jest to najstarszy zabytek epoki rzymskiej zachowany w Stambule.

Marmurowa kolumna pamiętająca czasy cesarstwa rzymskiego w Parku Gulhane.

W parku znajduje się również Muzeum Historii Nauki i Technologii w Islamie, chociaż muzeum to mało jest oblegane przez ludzi i się nie dziwie, choć całkiem ładnie urządzone do na kilku piętrach znajdują się masowo poupychane narzędzia które kiedyś były wykorzystywane do pomiaru czasu, wagi, lub odległości. Myślę, że ta atrakcja jest bardsziej dla zaawansowanych użytkowników, dla mnie wszystko wyglądało podobnie.

Obok Topkapi Pałac znajdują się również trzy inne muzea archeologiczne, które przylegają do tegoż parku. Bilet kupuje się jeden, kosztuje, z tego co pamiętam 50 lira, czyli niecałe 25 zł. Warto tam się wybrać, bo eksponaty w dobrym stanie z wielu wieków przed naszą erą robią wrażenie. Jak również warto zobaczyć również dobrze zachowane mumie faraonów. Można pobrać przewodnika na telefon, warunek jest taki, że trzeba mieć dostęp do internetu. Do wyboru są takie języki jak m.in. angielski, niemiecki czy rosyjski (nie ma języka polskiego).

Jeden z grobowców w muzeum archeologicznym. Trochę mi się zdjęcie rozmazało.

Topkami Pałac

Czyli sułtańska posiadłość z okresu XV wieku. W XV i XVI wieku służyła jako główna rezydencja i siedziba administracyjna dla sułtanów osmańskich. Warto się przejść i zobaczyć, w jakim przepychu zamieszkiwali sułtanie (tak nazywani byli władcy w wielu krajach islamskich, m.in. w Turcji do 1922 roku). Tutaj można wziąć przewodnik nagrany na dyktafon, również w kilku językach, nie ma polskiego.

Główne wejście do pałacu.
Jeden z sułtańskich pokoi odpoczynku.
Pięknie zdobiony sufit, w jednym z pałacowych pomieszczeń.
Wieżyczka widokowa na cieśninę bosfor na dziedzińcu. Stąd sułtani oglądali wydarzenia sportowe które odbywały się w przyległym parku Gülhane .
Widok na cieśninę bosfor z Pałacu Topkami naprawdę robi wrażenie.

Pałac dzieli się na dwie części, część główną, bogatszą i lepiej zdobioną i harem, w którym zamieszkiwały żony i matka sułtana. Do części, w której znajduje się Harem, trzeba dokupić osobny bilet w cenie podobnej do pierwszego (100 lira), więc też sobie odpuściłem zwiedzanie tej części, tym bardziej że byłem już zmęczony chodzeniem po muzeach archeologicznych (polecam rozbić sobie zwiedzanie tych atrakcji).

Sultanahmet skwer

Znajduje się w dzielnicy Fatih, gdzie również znajdował się mój hostel (czego później pożałowałem, ale o tym później), to najbardziej historyczny rdzeń Stambułu. Znajdują się tu koło siebie dwa bardzo popularne meczety, Błękitny Meczet i Hagia Sophia. Błękitny meczet został zbudowany w XVII wieku. Stoi on naprzeciwko Hagia Sophii, która ma zdecydowanie dłuższą historię. Meczet ten zbudowany został w 537 roku, był wówczas patriarchalną katedrą stolicy Konstantynopola. Był to największy kościół chrześcijański wschodniego cesarstwa rzymskiego. W 1453 roku, po upadku Konstantynopola przez Imperium Osmańskie, został przekształcony w meczet. Od 1935 roku służył jako muzeum, a dopiero od tego roku, znowu jest meczetem.

Hagia Sophia. Sultanahmed skwer jest mocno patrolowany przez policje, naokoło znajdują się barierki. Przed wejściem na teren jest się solidnie sprawdzanym.
Sultanahmed skwer jest bardzo przyjemynym miejscem, ludzie przesiadują tutaj na licznych ławkach i na trawie i odpoczywają, choć w weekendy jest naprawde bardzo tłoczno.
Wnętrze Hagia Sophia naprawdę robi wrażenie. Meczet jest ogromny. Trzeba pamiętać, że aby wejść do meczetu, trzeba buty zostawić na zewnątrz.
Kobiety znajdują się za barierką w osobnym pomieszczeniu.
Błękitny meczet też robi wrażenie.

Teraz wrócę do tego, dlaczego pożałowałem, że mój hostel znajdował się w dzielnicy Fatih, oczywiście było to powiedziane z przymrużeniem oka, bo jest to oczywiście piękna dzielnica, ale też najbardziej zatłoczona i religijna. Co za tym idzie, ludzie naprawdę się tłoczą na chodnikach, samochody zbyt często jak na mój czuły słuch używają klaksonów no i ze względu na swój religijny charakter nie wszędzie można tutaj kupić piwo, a jak już się znajdzie sklep, to jest bardzo drogie, nawet 20 lira (10 zł). Koran bowiem mówi, że prawdziwy muzułmanin nie powinien mącić swojego umysły używkami. Religijny charakter dzielnicy również powoduje, że jest tu też więcej meczetów niż w innym miejscu. Pech chciał, że mój hostel znajdował się pomiędzy dwoma meczetami, i tak codziennie przed godziną 6 miałem pobudkę, o tej porze Muzzeini po raz pierwszy zaczynają nawoływać do modlitwy z bardzo donośnych głośników. Czasem wręcz miałem wrażenie, że się przekrzykują nawzajem. Nie polecam raczej mieszkania w tej konkretnej dzielnicy, warto tu moim zdaniem bywać niż być, choć dzielnica jest bardzo ładna i dużym przewinieniem byłoby jej nie odwiedzić będąc w Stambule. Jeśli jesteś młodą osobą i lubisz czasem wyjść do pubu, to zdecydowanie polecam do zamieszkania takie dzielnice jak Kabataş, Karaköy, Beyoğlu czy Kadıköy.

W dzielnicy Fatih znajdziecie wiele tego typu klimatycznych restauracji.
W tej restauracji dostałem piwo do kolacji w takim stylowym naczyniu.

Zatopiona Cysterna Yerebatan Sarnıcı

Jest największą z kilkuset starożytnych cystern z VI wieku. Zadaniem tej bizantyjskiej cysterny było zapatrywaniem w wodę pałacu cesarskiego w razie wojny, kiedy to woda z akweduktów mogła zostać odcięta lub zatruta.

Sądząc po kolejkach przy kasach biletowych i cenie 50 lira (ok. 25 zł) spodziewałem się co najmniej fajerwerków. Jednak cysterna jak cysterna, nic szczególnego pod ziemią nie ma. Ładnie są oświetlone kolumny, jest bardzo wilgotno i chłodno, co się może przydać, kiedy przebywamy w Stambule latem. Niektóre skały pod ziemią nazywane są „płaczącymi” ponieważ wciąż z nich spływa woda, nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Ogólnie, w cysternie jest wyznaczona ścieżka jednokierunkowa i idzie się po obwodzie cysterny, a potem się z niej wychodzi. Tyle. Można się przejść jak ma się ochotę, ale dla mnie wątpliwa atrakcja.

Galata Tower

Galata Tower jest pięknie oświetlona w nocy.

Dla mnie jest to wisienka na torcie. Zbudowana w 1384 roku, wieża widokowa (była fortyfikacja ówczesnej kolonii Genua). Wznosi się na wysokość 63 metrów. Widok z wieży zapiera dech w piersiach. Bilet wstępu to zaledwie kilka złotych, a podziwiać można widoki, kręcąc się u szczytu 360 stopni, podziwiając cieśninę Bosfor i dzielnice Stambułu z góry.

Widok z Galata Tower na Most o tej samej nazwie „Galata”
Widok z Galata Tower na Azjatycką część Stambułu.

Most Galata

Most Galata przecina Złoty Róg (zatoka Bosforu). Łączy dzielnicę Beyoğlu z dzielnicą o której pisałem powyżej- Fatih. Jest szeroki, na trzy pasy w jedną i drugą stronę. Z tego jeden pas służy często jako parking dla…. wędkarzy.

Wędkarze na moście Galata, tłumnie przybywają by łowić ryby i się socjalizować.

O tym, że Turcy uwielbiają łowić ryby dowiedziałem się później. Turcja to naród wędkarzy. Łowią ryby wszędzie gdzie się da. Wędkarzy można spotkać wszędzie. Szczególnie jednak upodobali sobie most Galata, gdzie przez ich obecność na moście unosi się dosyć duszący zapach ryb, ale warto się wybrać na most, bo widoki też są świetne, szczególnie o zachodzie słońca.

Widok na część azjatycką Stambułu z mostu Galata. Akurat utworzyła się piękna tęcza.
Rybacy przy cieśninie Bosfor, nieopodal Gülhane Park
Zachód słońca na moście Galata. Widok na meczet Sulejmana.

Meczet Sulejmana

Zbudowany na trzecim z siedmiu wzgórz Stambułu, meczet z XVI wieku, zbudowany został na wzór Hagia Sofia przez słynnego budowniczego epoki Osmańskiej- Sinan. Meczet ten zajmuje ogromny teren na wzgórzu, skąd rozpościera się piękny widok na miasto.

Meczet Sulejmana- dziedziniec
Meczet Sulejmana jest w stanie pomieścić do 5000 osób.
Trochę trzeba się powspinać żeby dotrzeć na miejsce, ale widoki z dziedzińca Meczetu Sulejmana są świetne.

Pałac Dolmabahçe

Znajduje się przy dzielnicy Beşiktaş, aktualnie muzeum. Służył jako centrum administracyjne imperium osmańskiego od 1853 do 1922 roku. Wejście kosztuje 100 Lira, dodatkowo, jeśli zostawi się 300 lira lub dowód tożsamości w depozycie, to można za darmo dostać urządzenie z przodownikiem. W pałacu znajduje się wiele pomieszczeń, które można zwiedzać. Pałac miał sprawiać wrażenie na zagranicznych gościach i naprawdę robi wrażenie, przepych i jeszcze raz przepych. Wzorowano go na Luwrze i pałacu Buckingham.

Brama wjazdowa do Pałacu
Jedno z pomieszczeń w Pałacu Dolmabahçe

Oczywiście obok pałacu znajduje się znacznie bardziej skromny Harem, czyli miejsce gdzie mieszkały żony i matka Sułtana. Harem jest również dosyć duży, sam apartament matki Sułtana zawiera kilkanaście pomieszczeń. Teren jest całkiem spory, wiec i zwiedzanie nie trwa krótko, ale na miejscu znajduje się cukiernia więc, można się posilić ciastkiem lub napić się kawy :).

İstiklal Caddesi

Czyli znajdująca się po stronie europejskiej Stambułu ulica z licznymi, restauracjami, sklepami, kościołami, teatrami, galeriami sztuki etc. Jest to szeroki deptak, gdzie spotykają się turyści z całego świata, by przechadzając się po szerokim deptaku poczuć klimat Stambułu. Znajduje się przy placu Taksim, który jest nowoczesnym centrum miasta. Na ulicy kursuje również bardzo stary tramwaj, którym można się przejechać, jeśli nie chce nam się wracać z powrotem na nogach. Punkt obowiązkowy, na ulicy panuje fajny klimat.

Zabytkowy tramwaj na ulicy Istiklal

Büyükada- największa z wysp królewskich

Wyspa Büyükada jest największą wyspą w archipelagu Wysp Książęcych, zamieszkuje ją około 7 tysięcy ludzi. Wyspy Książęce to grupa 10 wysp i dwóch raf skalnych, które znajdują się niedaleko, bo ok. 20 km od Stambułu. To tutaj przypływają Turcy chcący odpocząć od zgiełku głośnego Stambułu. Na wyspę dostałem się z dzielnicy Karaköy, skąd wypływają promy na Büyükade, ale można się tam również dostać wypływając z dzielnicy Beşiktaş, po drodze zatrzymując się przy innych dwóch wyspach- Burgazadasi i Heybeliada. Żeby popłynąć wystarczy posiadać zwykłą Istanbul kard. Koszt chyba taki jak przy zwykłym tramwaju (nie sprawdziłem). Wracałem już prywatną linią z troszkę lepszym standardem i zapłaciłem 10 lira.

Bardzo często turyści wyruszają z rana by zwiedzić kilka wysp w jeden dzień (promy pływają dosyć często pomiędzy wyspami). Ja podarowałem sobie zwiedzanie innych wysp w związku z tym, że spędziłem poranek kręcąc sie po Karaköy, czyli dzielnicy którą bardzo lubie. Dopłynięcie na Büyükade zajmuje 1.5 godziny. Wyspa jest naprawdę spokojna i cicha. Ma się wrażenie, że życie płynie tutaj bardzo wolno, dzieciaki na ulicy grają w piłkę, psy powoli się przemieszczają, zdecydowanie warto poczuć ten klimat.

Charakterystyczny zegar zaraz po wyjsciu z portu na wyspie Büyükada.

Wyspa pomimo tego, że jest największa w całym archipelagu wysp książęcych, nie jest duża, zajmuje około 5 km kwadratowych. Można ją przejechać na rowerze, wypożyczalni przy porcie jest całe multum, koszt to 20 lira za godzinę. Jednak nad wynajmem roweru warto się zastanowić, ja prawie umarłem wjeżdżając na tamtejsze wzniesienia, są one na tyle strome, że czasem trzeba po prostu prowadzić rower. Na najwyższy punkt na wyspie i tak nie można dostać się rowerem, bo jest zakaz wjazdu. Dlatego polecam mimo wszystko zrobić sobie spacer po wyspie. Na wyspie również jest zakaz poruszania się samochodów (oprócz służb społecznych). Mnie naprawdę zachwycił pobyt tam, nigdy nie widziałem jeszcze tylu drewnianych domów w jednym miejscu. To tutaj również znajduje się największy w drewniany budynek w Europie i drugi na świecie. Jest to Sierociniec Prinkipo, niedoszłe kasyno-hotel z końca XIX wieku, który nigdy nie dostał pozwolenia na otwarcie, w związku z obowiązującymi wówczas przepisami. Na teren sierocińca nie można się dostać, bo po prostu budynek jest w opłakanym stanie, natomiast sam w sobie robi wrażenie.

Można wypożyczyć rower, jednak podjazdy są mordercze, warto dobrze sprawdzić hamulce przed wypożyczeniem.
Niektóre z drewniach domów są w opłakanym stanie.
Jedna z rezydencji na wyspie Büyükada
Główny deptak, zaraz przy porcie.
Wiele ławek zaprasza by przysiąść nad Morzem Marmara i spojrzeć na metropolie po drugiej stronie czyli Stambuł.

Na koniec

O czym już wspominałem wcześniej tutaj i na moim funpage na Facebooku, Stambuł jest magicznym miastem, pełnym kolorów i różnorodności. Jest to miasto, które do siebie mocno przyciąga. Trzeba jednak pamiętać, że może okazać się też niebezpieczne, szczególnie dla przybyszów z Europy. Kobiety podróżujące same, też powinny uważać, gdyż są o wiele częściej nagabywane na ulicy niż męska wersja turysty.

I tak podstawowym wariantem nagabywania jest zaczepianie i pytanie o coś w języku tureckim, zwykle odpowiada się po angielsku, że się nie rozumie, wtedy rozanielony interlokutor mówi, że w życiu by nie rozpoznał, że osoba z którą rozmawia jest turystą, bo wygląda jak turek. Służy to do przełamania pierwszych lodów. Później zwykle udają przyjaznych i zapraszają gdzieś na piwo/kawę/herbatę gdzie często dosypują coś do napoju lub każą płacić za napój niebotyczne pieniądze. Ja miałem takich sytuacji multum, tym bardziej że podróżuje sam i byłem łatwym kąskiem. Na początku nie wiedziałem o co chodzi, ale po którymś razie po prostu spławiałem delikwenta od razu, bez wdawania się w niepotrzebne dysputy.

Drugim mykiem, na który możecie się nadziać jest rzucenie Wam pod nogi szczotki do czyszczenia butów. Oczywiście większość z nas została tak wychowana, że podnosi szczotkę i biegnie za sprzedawcą mówiąc, że coś zgubił i wtedy zaczyna się zabawa, sprzedawca dziękuje bardzo za przysługę i wręcz zmusza do wyczyszczenia butów. Ciężko się od takiego sprzedawcy odgonić. Ja miałem dwie takie sytuacje (obie na moście Galata). Warto znać niektóre metody sprzedaży tamtejszych sprzedawców, żeby być przygotowanym jak zareagować.

Stambuł jednak zdecydowanie warto odwiedzić bez strachu o nasze niebezpieczeństwo, bo tak strasznie nie jest. Ludzie również na ulicy są bardzo pomocni, jeżeli my prosimy kogoś o pomoc. Bardzo często nie rozmawiają po angielsku, ale zawsze znajdują sposób, żeby się porozumieć.

Mam nadzieję, że zachęciłem do odwiedzenia Stambułu :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: